wtorek, 27 lipca 2010

Rozdzial 1

Bitwa pod…
jednym dachem


ROZDZIAL I – zla wiadomosc


- Oddawaj to! – krzyknela glosno Elizabeth.
- Dzisiaj moja kolej! – odpowiedziala Catherine.
- No i co z tego! Oddawaj! Ty jestes chlopem, a ja dziewczyna! – krzyknela po raz kolejny Elizabeth i mocnym zamachem wyrwala Catherinie przesliczny t-shirt od Dolce&Gabana.

Po 10 minutach zeszly na dol, gdy rodzice wlasnie rozmawiali.
- Dziewczyny… Mamy Wam cos do powiedzenia – powiedzial Thomas – tata dziewczyn.
- Wal smialo! I tak juz ten dzien sie nie pogorszy… A raczej moje zycie od kiedy sie urodzilam. Po co mamo urodzilas blizniaczki? Strata czasu, a na dodatek bylas bardziej zmeczona. – powiedziala Elizabeth.
- To nie jest dzien zartow. Mamy zla i dobra nowine… Zla jest taka, ze… przeprowadzamy sie do Paryza…
- CO?! – krzyknely obie.
- Ale czekajcie… posluchajcie dobrej nowiny! Dobra nowina jest taka ze bedziecie miec oddzielne pokoje! Zadowolone? – spytala mama.

Zapadla cisza. Zadna z dziewczyn nie odpowiedziala. Tylko patrzyly sie na mame. Wziely swoje torby i poszly do przystanku autobusowego bez sniadania. Pojechaly autobusem do szkoly West Malibu High.

Po 20 minutach byly juz w szkole.

Szly po korytarzu z opuszczona glowa.

- Hej Eli! Hej Cathi! Jak Wam minal weekend? Wiecie, bylam wczoraj… Halo! Sluchacie mnie w ogole? Dziewczyny! – krzyknela najlepsza przyjaciolka blizniaczek – Sara Wilson.
- Yyyy… A czesc Sara… Wiesz… Nie uwierzysz… Przeprowadzamy sie… - powiedziala smetnym glosem Cathy.
- C… C… C… Cooo? – spytala sie przyjaciolka.
- Niestety tak… Do Paryza – powiedziala Eli glosem jakby plakala.
- Ale szczesciary! Do miasta milosci! Do miasta mody! Do…
- Zwolnij! – krzyknela Cathy przerywajac przyjaciolce. – Moze jest to piekne miasto. Ale pomysl… nie bedziemy sie widywac!
- Co racja to racja. Ale poczekajcie… - powiedziala Sara.
- Co? – spytala sie Eli.
- Mam pomysl… Moze pojade z Wami. W koncu rodzice powiedzieli ze jak bede miala najlepsze oceny z klasy to moge pojechac gdzie i na ile tylko chce! – krzyknela przyjaciolka.
- Ale chcialas jechac do Tokio! – powiedziala Eli.
- Walic Tokio! Wole z Wami! Do Paryza… Tam jest dopiero cudownie… - powiedziala Sara patrzac w inna strone.
- No to pytaj! Dzisiaj w kafejce JuiceCenter o 18.00 ! Przyjdz punktualnie! – powiedziala Cathy.
- Ok. Nie spoznie sie! Obiecuje!

Gdy dziewczyny wrocily do domu, od razu z wielkim westchnieciem polozyly sie na lozku i zasnely od razu.

- Ktora godzina? – spytala Cathy.
- 18.30… A co? – spytala Eli po czym zeskoczyla z lozka i szybko zagladnela do szafy.
- No w koncu pamietasz! Szybko! Ubieraj sie! – krzyknela siostra.
- A ty? – spytala druga siostra patrzac na ubranian swojej blizniaczki.
- Ja juz… Luzne jeansy i dres Adidas. Moje ulubione ciuszki. – powiedziala z usmiechem Cathy.
- Ale z Ciebie chlop! Nie wierze, ze jestem twoja siostra! – powiedziala Eli i szybkim zamachem wziela swoja torbe od Versace i pobiegla do drzwi.


Cos o siostrach:
Siostry roznily sie tylko stylem. Cathy lubila wszystko luzne. Lubila ciuchy dla chlopakow. A Eli – odwrotnie. Versace, D&G, Tommy Hilfiger. Dziewczyna, dziewczyna i 100 % dziewczyna.

Po 10 minutach zasapane wbiegly do kafejki.

- No nareszcie! Ile mozna czekac! Juz mialam sobie isc! – powiedziala Sara patrzac na blizniaczki zlym wzrokiem.
- A gdzie twoj lover? – spytala Eli.
- Umowilam sie z nim na 19.15 a juz jest 19.00 ! – krzyknela Sara.
- No to jak? Mozesz? – spytala Cathy.
- Moge. Moi rodzice zadzwonili do waszych rodzicow. Nawet wiem kidy lecimy. Mialam wam nie mowic ale dobra. Pojutrze z rana lecimy.
- A na ile mozesz? – spytala jedna z siostr.
- Bede z Wami mieszkala 2 lata!!! – ucieszona przyjaciolka odpowiedziala. – Musze isc. Jason na mnie czeka.
- Pa! – krzyknely siostry.

Cos o Jasonie:
Jason byl chlopakiem Sary. Mial nick “lover” bo wiele dziewczyn go podrywalo.


Gdy wrocily do domu wziely swoje walizki – Cathy swoja zielona z rysunkiem deskorolki, a Eli swoja rozowa ktora dostala od swojego kuzyna z Miami. Byla to walizka od Victoria’s Secret. Byla tak rozowa, ze widac ja bylo z kilku metrow.

- No w koncu zaloze swoj beret. I wyprobuje swoj francuski. – powiedziala Elizabeth.
- Ha! Twoj francuski to jest taki, jakby Brytyjczyk mowil po Amerykansku! – zasmiala sie Catherina.


Nastepnego dnia bylo zakonczenie roku szkolego.


Nastepny rozdzial juz niedlugo.